Prawdą w tym opracowaniu są informacje źródłowe, pochodzące z dokumentów, do których udało mi się dotrzeć, przede wszystkim zapisy w księgach metrykalnych.
Niezupełną prawdą są wspomnienia i opisy zdarzeń utrwalonych w pamięci mojej i innych osób, dziś już mocno wiekowych. Pamięć na ogół jest zawodna, więc te opisy mogą nie być w pełni prawdziwe, chociaż w odczuciu osób wspominających czas przeszły są najprawdziwszą prawdą.
Zmyślenia, to moje osobiste wyobrażenia o zdarzeniach z przeszłości, o prawdopodobnym ich przebiegu i wzajemnych powiązaniach, poparte częściowo lekturą opracowań historyków.
Do napisania tego opracowania skłoniła mnie świadomość, że wraz z odejściem mego pokolenia znikną świadkowie tragicznego fragmentu historii jednej z wsi polskich na południowo-wschodnich kresach II RP. Wieś ta nosi a raczej nosiła nazwę PUŻNIKI. Nosiła, ponieważ dziś wieś ta już nie istnieje.
Jej upadek rozpoczął się na początku lutego 1945 r., kiedy to uzbrojone oddziały UPA napadły na Pużniki, spaliły większość domostw i zabudowań gospodarczych i zamordowały w okrutny sposób kilkadziesiąt mieszkańców, przede wszystkim kobiety i dzieci, które nie mogły walczyć o życie inaczej jak błaganiem. Większość pozostałych mieszkańców, Polaków, opuściła wieś przenosząc się do większych skupisk, do miast, gdzie w głodzie i chłodzie, koczując często w niezwykle trudnych warunkach, oczekiwała na możliwość wyjazdu na zachód, do Polski. Te tragiczne wydarzenia w Pużnikach znam z relacji ustnych moich krewnych, którzy je przeżyli, a także z relacji publikowanych (patrz: Na Rubieży nr 21 str. 17 i nr 22 str. 12).
Pamięć tych mordów, prawie całkowite zniszczenie zabudowań, a może jeszcze inne przyczyny spowodowały, że Ukraińcy z okolic Pużnik, wieloletni SĄSIEDZI i nawet KREWNI, członkowie band UPA pozbawieni jakichkolwiek uczuć ludzkich nie osiedlili się na resztkach wsi. Chyba do końca życia przypominałyby się im sceny dokonywanych przez nich mordów na niewinnych ludziach w ową noc lutową. Ich potomkowie, Ukraińcy z wsi otaczających Pużniki mówią obecnie, że nic o tych wydarzeniach nie wiedzą. Nie wierzą i nie chcą wiedzieć.
W resztkach Pużnik nie osiedlili się też na dłużej Łemkowie i Ukraińcy ekspatriowani z Polski. Nie godzili się oni z sowieckim systemem gospodarki, nie chcieli zakładać kołchozu, więc przesiedlono ich dalej na wschód, w jeszcze trudniejsze warunki bytowania. Kilka lat po wojnie Pużniki opustoszały i jako miejscowość przestały istnieć. Grunty zostały wykorzystywane przez kołchozy utworzone w sąsiednich wsiach.
Miejscowości, które na terenach Kresów wschodnich, szczególnie w Tarnopolskiem i na Wołyniu, pod koniec II wojny światowej spotkał los podobny do Pużnik, było wiele. Opisana jest np. relacja wymordowania kilkudziesięciu osób narodowości polskiej w miejscowości Komarówka znajdującej się ok. 8 km od Pużnik. Wśród tych, którzy zginęli w Komarówce byli także znani mi osobiście nasi krewni, Łojewscy. Kilka dni przed napadem na Pużniki 600 osobowy oddział UPA (a więc w sile batalionu) napadł na miasteczko Barysz. Samoobrona Polaków była tam jednak przygotowana. Napastnicy stracili około 100 zabitych i tyluż rannych i wycofali się. W województwie tarnopolskim spalono w tym czasie 50 wsi i zamordowano ponad 1000 osób. Hekatomba Polaków na Kresach wschodnich i polityka Związku Radzieckiego doprowadziły w końcu do masowego opuszczania ojcowizny przez polskich mieszkańców tych ziem i przesiedlenia się na zachód, do Polski.
Dlaczego więc piszę o Pużnikach? Powód jest natury osobistej. Pużniki były wsią, z której pochodzili moi rodzice. Zamieszkiwali ją liczni nasi krewni a także inne rodziny noszące to samo nazwisko, tak, że wieś tę uważam za jedno z gniazd Dancewiczów.
Dancewiczowie przybyli na Ziemię Halicką najprawdopodobniej w XVII wieku. A może jeszcze wcześniej, w okresie wzmożonego napływu szlachty polskiej na Ukrainę notowanego w drugiej połowie XVI i pierwszej XVII w. Ilu ich było i skąd przybyli nie jest pewne. Może z Korony a może z Litwy (Żmudzi). Osiedliwszy się na Ziemi Halickiej Dancewiczowie dali początek wielu rodom i można domniemywać, że Dancewiczowie pochodzący z Kresów są w mniejszym lub większym stopniu spokrewnieni ze sobą. Poprzez małżeństwa spowinowaceni są z wieloma rodami polskimi osiadłymi na Ziemi Halickiej. Nie rzadkie też były małżeństwa mieszane z Rusinami.
W owych czasach świadomość odrębności narodowej u Rusinów nie istniała. Zaczęła się ona budzić dopiero w wieku XIX, dojrzewać po I wojnie światowej, osiągając swą zwyrodniałą formę o motywie przewodnim „wyrżnąć i wypędzić wszystkich Polaków” w czasie kończącej się II wojny światowej.
Tak, zatem, po czterowiekowym okresie zamieszkiwania, w którym Kresy Południowo – Wschodnie uważane były za ich ziemię rodzinną, Dancewiczowie oraz inni Polacy zmuszeni zostali do opuszczenia swojej ojcowizny, do przeniesienia się na nowe miejsca w Polsce, miejsca, które przez naszych wnuków i prawnuków uznawane już będą za strony rodzinne. Nie będą oni, być może, znali pierwotnego pochodzenia rodziny. Dlatego uważam za rzecz ważną, aby im o tym powiedzieć i zachować cząstkową pamięć o naszym pochodzeniu, o korzeniach, które zostały tam, na wschodzie. Tym bardziej, że materialnych śladów naszego i naszych przodków tam bytowania praktycznie już nie ma.